Testosteron – czy na pewno jest winny łysienia?

Czy Wy też tak często spotykacie się z opinią, że łysi faceci to maszynki naładowane testosteronem? A przez to są o wiele bardziej atrakcyjni dla kobiet? Ja wielokrotnie. Nie wiem już, czy to jakaś plotka puszczona dawno temu przez jakiegoś niedowartościowanego łysego, czy po prostu skrót myślowy związany z obarczaniem testosteronu jako głównego winowajcę męskiego łysienia. A może opinia ciągnąca się za takimi symbolami seksu, jak np. Bruce Willis?

Każdy facet w którymś momencie życia chciał być jak Bruce Willis, może wielu odnajduje się idealnie z fryzurą „dresiarza”, ale chyba żaden nie chce z własnej woli tracić włosów. Dobrze jednak jest mieć wybór!

W każdym razie to, co chcę wam dzisiaj uświadomić to fakt, że nie zawsze możemy postawić znak równości między łysiejącym facetem a seksualną bombą naładowaną testosteronem. Drodzy koledzy, nie pocieszajcie się w ten sposób. Drogie panie (jeśli jakieś tu są), nie dajcie się na to nabierać.

Krótka lekcja chemii dla Państwa. Łysienie androgenowe, czyli typu męskiego dotyka częściej mężczyzn – fakt. Bierze w tym udział testosteron – fakt. Jednak, co ważne! Tylko pośrednio! Substancją bezpośrednio powodującą wypadanie włosów jest dopiero pochodna testosteronu, czyli dihydroepitestosteron. By łatwiej wymawiać, określany również jako DHT. Testosteron przekształca się w DHT za pośrednictwem enzymu 5α reduktazy. Tak się składa, że najwięcej tego enzymu jest a okolicach czołowych i skroniowych, a na potylicy bardzo niewiele. Widzicie już tę zależność? 😉

Ok, może straciliście Panowie swoją testosteronową zbroję, ale czy naprawdę w dzisiejszych czasach Wam ona potrzebna? Wiele żywych przykładów potwierdza, że zamiast godzić się z losem i szukać usprawiedliwień i dobrych stron kiepskiej sytuacji można po prostu zawalczyć o swoje włosy. Już naczytałem się tyle historii różnych facetów, że głowa mała. Pierwszy przykład z brzegu – Kamil z bloga 3xile. Trafiłem do niego, bo też jest po Profolanie tak jak ja. Ale zaczynał od „hitu z reklamy”, czyli DX2. Ścieżki są różne. Ważne, żeby ostatecznie pokonać problem. W dzisiejszych czasach naprawdę jest coraz mniej rzeczy, z którymi musimy się godzić! Łysienie nie jest jedną z nich.

Pokrzywa i skrzyp – ziołowy duet sprzymierzeńcem walki z łysieniem

Wyciągi z pokrzywy i skrzypu to jedne z głównych składników Profolanu. Nie bez przyczyny znajdują one czołowe miejsce w tabletkach na łysienie. Te dwa niepozorne zioła w świecie medycyny naturalnej wiodą prawdziwy prym, szczególnie jeśli chodzi o ich wpływ na włosy.

Pośród roślin leczniczych pomocnych na kłopoty z włosami, pokrzywa i skrzyp nie mają sobie równych. Spożywane pod postacią suplementów diety, naparów, soków, a także stosowane zewnętrznie – jako maski, płukanki i wcierki, pomogą Wam zażegnać różnego rodzaju problemy z włosami, w tym ich nadmierne wypadanie. Najlepiej stosować je w różnych formach. Ja na przykład oprócz tego, że zażywam Profolan wzbogacony w ekstrakty z tych ziół, piję napary z suszu pokrzywy i skrzypu zakupionego w sklepie zielarskim. Od czasu do czasu robię też płukanki i wcierki. Niestety brak mi czasu na samodzielne zbieranie pokrzywy i skrzypu i wyciskanie z nich soku. Mówię niestety, bo taki sok to prawdziwa bomba drogocennych substancji i kwintesencja zdrowia (również dla naszych włosów). Na szczęście soki z pokrzywy i skrzypu można kupić.

Cóż takiego jest w pokrzywie i skrzypie, że potrafią one zdziałać tak wiele dla odnowy włosów? Zawierają w sobie duże ilości drogocennych substancji, w tym między innymi krzemionkę i witaminy, które wpływają w sposób regenerujący na włosy oraz powodują ich wzmocnienie i lepszy porost. Jeśli chcecie w naturalny sposób zahamować wypadanie włosów, na pewno nie ma na to lepszego środka niż pokrzywa i skrzyp.

Żele i płyny na łysienie – czy są skuteczne?

Kiedy uświadomiłem sobie, że łysieję, od razu zacząłem wertować strony internetowe w poszukiwaniu metod na odwrócenie tego procesu. Najbardziej przystępne wydały mi się żele, serum i płyny do wcierki – można je było kupić w najbliżej aptece lub drogerii, a ich cena nie zwalała z nóg. Postanowiłem spróbować kilku specyfików tego typu. Jak wrażenia?

Przez kilka kolejnych miesięcy przetestowałem kilka preparatów kosmetycznych o konsystencji żeli i płynów, które wmasowuje się w skórę głowy. Wśród nich były: preparaty Dermena, Aminexil Advanced Loreal, Loxon oraz Biovax Med. Każdy z tych preparatów aplikowałem regularnie na czaszkę i skrupulatnie wmasowywałem w skórę przez około półtora, do dwóch miesięcy. Efekty jednak nie zadowoliły mnie, a mogę nawet powiedzieć, że przyprawiły o złość. Żaden z tych środków nie zadziałał nawet odrobinę, jeśli chodzi o poprawę stanu włosów, hamowanie wypadania czy porost włosów. Jednak nie to jest najgorsze. Po Loxonie wypadało mi ich jeszcze więcej, a żel Dermena wysuszył mi włosy na siano. Biovax Med dla odmiany wywołał reakcję alergiczną – czułem po nim bezustanne swędzenie i pieczenie skóry głowy.

Jak widać, nieźle się przejechałem na tych wszystkich cudownych specyfikach na wypadanie włosów. Wydałem mnóstwo kasy, a efekty były zerowe, a nawet ujemne – przez uporczywe skutki uboczne. Nie polecam tego typu preparatów – uczulają, podrażniają, niszczą włosy i na łysienie nie pomagają.